jestem iskrą i wiatru powiewem
sobota, 02 czerwca 2018
Długi weekend dziecka

Długi weekend, pogoda jak w środku lata i aż trudno uwierzyć, że w poniedziałek trzeba iść do pracy. Tymczasem świętujemy Dzień Dziecka. Świętuje się od środy kiedy to przedszkolaki zaliczyły wyjazd do przedszkola-matki (bo Juniorka chodzi do filii miejskiego przedszkola) gdzie był zamówiony dmuchany zamek ze zjeżdżalnią itp. W środę też zaczęły się prezenty (od ciotki), w piątek od nas i chrzestny wpadł, dziś od rodziny z Wrocławia bo przyjechali w odwiedziny. Był wypad nad jezioro. Było wyjście na balonowe show (fajne przedstawienie, nawet my się uśmialiśmy), na koniec którego spod sufitu zleciały balony (złapaliśmy dwa :)). Jutro spacer po starówce w towarzystwie wspomnianej rodzinki i zapewne lody, a pod wieczór może jeszcze jezioro (o ile starczy sił i chęci). A w poniedziałkowe popołudnie na terenie naszego przedszkola ma być festyn rodzinny (może się wybierzemy) więc świętowanie dziecięcego dnia w tym roku jest wyjątkowo długie ;). I jak tu myśleć o wytężonej pracy związanej ze zbliżającym się końcem roku szkolnego? ;)

środa, 30 maja 2018
Rozważania o zapiecku

Po kolacji (kiedy to matka zajmuje się ładowaniem zmywarki i ogarnianiem kuchni) Juniorka ma czas na bajki z Tatą. Często oglądali "Przygody kota Filemona". Bajka jak najbardziej kultowa i wydaje się ponadczasowa w odbiorze. Skoro tak polubiła koty to kupiłam książkę z ich przygodami. Fajna, ilustracje wprost z kreskówki. Wczoraj przeczytałyśmy przed snem pierwszy rozdział i czytało się dobrze, zdania tak jakoś melodyjnie brzmią, że nawet laikowi łatwo intonować wyrazy. Ale co innego mnie zastanowiło... jak wiadomo Bonifacy uwielbia zapiecek (i słowo zapiecek wymienione było często - aż czekałam na pytanie co to jest zapiecek... jak się ogląda to obraz nie tak często potrzebuje objaśnienia jak samo słowo - w sumie zapiecka na żywo to nawet ja nie widziałam, a co dopiero 4latek z czasów kaloryferów nie zawsze kaloryfer przypominających ;), pojawił się też kilka razy wyraz "izba" - też już nieużywany). I stąd pojawiło się pytanie czy jednak nie przyjdzie kiedyś taki czas, że otoczka bajek (które ja uważam za super) przestanie być zrozumiała nie tylko dla dziecka, ale i jego rodzica? A myślałam, że niektóre rzeczy są ponadczasowe, a może jednak nie...

13:48, cien_wiatru_ona , cień myśli
Link Komentarze (2) »
niedziela, 27 maja 2018
Przygoda ze spodniami

Jak następnym razem wypadnie 25 w piątek to będę baardzo ostrożna. Poranna sytuacja już opisana. Spóźnienie od razu odpracowałam z nawiązką czekając by móc wyjść z pracy bo była burza, a parasol miałam - ale w samochodzie. Później tradycyjny wyjazd na zakupy, zabraliśmy też Juniorkę bo chciałam jej kupić sportowe sandały z ochroną na palce bo jak ona ciągle wspina się po ściance to boję się, że w końcu rozwali sobie jakiś palec. Całe szczęście, że chociaż spożywka już była zakupiona gdy poszłyśmy do 50style gdzie zaczęła się moja "przygoda". Gdy schyliłam się żeby przymierzyć dziecku but usłyszałam charakterystyczny trzask i zamarłam. Sięgnęłam ręką do tyłu i okazało się, że spodnie pękły mi tuż pod lewą kieszenią. Przez myśl przeleciało mi kilka przekleństw... Zasłaniając się torebką podreptałam do kasy. Później trzeba było jeszcze iść do Rossmanna i do Pepco. A w drodze powrotnej Juniorka wyjęczała jeszcze wejście do cukierni na lody.

Całe szczęście dziś niedziela handlowa więc wybrałam się po nowe spodnie. Nie ukrywajmy, że rzadko ale zdarzało się robić różne zakupy w niedzielę. Szczególnie, że po powrocie z pracy żal mi popołudnia, które spędzam z dzieckiem w ogrodzie. W soboty się sprząta i pierze więc też nie zawsze zostaje czas na zakupy. Tak więc zaraz po śniadaniu obrałam kierunek galeria handlowa. Myślałam, że pójdzie szybko, ale się rozczarowałam. Chciałam kupić jasne jeansy. Wszędzie multum spodni kończących się jeszcze przed kostką (mnie takie się nie podobają), spodni z dziurami też nie chcę, jak wzięłam model super skinny to myślałam, że pomyliłam rozmiar i zamiast 38 wzięłam jakieś 32. Zdegustowana szłam już w kierunku parkingu, ale po drodze jeszcze był house i tam znalazłam coś, co jako tako pasuje, ale bez rewelacji ;)

A to winowajca ;)

piątek, 25 maja 2018
Na styk

Wstaję, a tu przed domem sznur samochodów. Znaczy, że na głównej drodze, która jest drogą krajową musiał być wypadek skoro znający tereny zrobili sobie tędy objazd. Przez moment poczułam się jak z czasów przed ślubem, gdy mieszkałam przy bardzo ruchliwej trasie. Przygotowałam się do pracy, zjadłam śniadanie, dokończyłam toaletę, ruch już niby ustał. Wsiadłam do samochodu, włączyłam Alvaro, słońce pięknie świeciło i poczułam się wakacyjnie. Mina mi zrzedła gdy dojeżdżałam do skrzyżowania ze wspomnianą drogą główną. Okazało się, że kolejka do włączenia się do ruchu sięgała jakiś 300metrów. W końcu przejechałam skrzyżowanie, docisnęłam gaz, choć nie powinnam. Ale niestety przejazd kolejowy zamknięty... stoję... jedzie pociąg towarowy, oczywiście wagonów ma ze 40. Znowu gaz do dechy. Jestem spóźniona, dojazdu do samej szkoły nie będę ryzykować bo o tej porze wcisnę się tam w kolejny korek. Objeżdżam szkołę drogą osiedlową. Gdy wchodzę na teren szkoły dzwoni dzwonek...

wtorek, 22 maja 2018
Dla mamy i taty

Uroczystość w przedszkolu za nami. Było na ludową nutę, co fajnie wyglądało w strojach dziewczynek, które miały czerwone a'la góralskie spódniczki, białe t-shirty, kwietne wianki na głowach (wszystko jednakowe z zasobów przedszkola) i czerwone korale. Śpiewali, tańczyli, mówili wiersze, grali. Najbardziej wzruszyłam się na piosence o tatusiach, Juniorka tak patrzyła na Tatę, że mnie poleciały łzy, szczęścia oczywiście. Na części dla mam też na mnie cudnie patrzyła, ale podśpiewując razem z nimi jakoś łatwiej było opanować wzruszenie. W prezencie dostaliśmy zrobione przez panie zdjęcia naszych pociech, których ramki dzieci same ozdabiały. Zdjęcie już w salonie na honorowym miejscu. Po części artystycznej były ciastka, owoce i kawa. Ale razem ze znajomymi zabraliśmy jeszcze nasze maluchy na najlepsze lody w okolicy. I jak się w cukierni okazało nie tylko my wpadliśmy na ten pomysł, a jeszcze kilka przedszkolnych rodzin. Fajnie, bo my pogadaliśmy delektując się słodyczami, a dzieciaki dodatkowo pobawiły się na kawiarnianym placyku zabaw czyli w innych okolicznościach przyrody niż przedszkolne.



09:58, cien_wiatru_ona , Juniorka
Link Komentarze (2) »
niedziela, 20 maja 2018
Na bieżąco

Weekend znowu słoneczny. Jedyny minus to wczorajszy silny i dość chłodny wiatr. Ale zaliczyliśmy festyn, a dziś znowu spotkanie rodzinne z okazją do wspomnień i oglądaniem starych zdjęć. Możliwe, że w wakacje przyjdzie czas by popracować trochę nad drzewami genealogicznymi.

Juniorka tydzień temu w niedzielę zmagała się z kaszlem. Dziś nasilił się katar (i tylko nie wiem czy to efekt zjedzonych w piątek lodów i ewentualnego przewiania czy np. pylenia topoli - momentami wygląda jakby padał śnieg). Poza tym panie w przedszkolu za chwilę zaczną podejrzewać nas o jakieś patologiczne zachowania. Ledwo co zeszło limo i poparzenia od pokrzyw po starciu z psem to wczoraj zjechała ze ścianki wspinaczkowej i ma przez całą kość piszczelową dwie starte krechy... a jutro występ z okazji dnia mamy i taty i nową "ozdobę" będzie dobrze widać spod białych rajstopek, jakie mają mieć dziewczynki. Ale cóż, żadne dziecko nie wychowało się bez otarć i siniaków.

sobota, 19 maja 2018
Posłucham muzyki

Dawno minęły czasy gdy bez problemu rozpoznawałam wykonawców i ich utwory. Teraz jestem biernym słuchaczem. Ostatnią zakupioną płytą był album Sound&Grace jakieś 3 lata temu. Był swego rodzaju motywatorem, czy też miał dodawać siły i otuchy. Dziś nie sięgam po tamte piosenki, chce jak najmniej wracać do tamtych wspomnień. W przyszłym tygodniu przyjdzie przesyłka z płytą Alvaro Soler'a. W ucho wpadał od dawna, ale chęć oderwania myśli od pewnej czwartkowej rozmowy wywołała impuls "wrzuć do koszyka", by potem słuchać w samochodzie. Słowa ze wspomnianej rozmowy tak zaprzątnęły myśli, że nie koncentrowałam się na niczym. Nie chcę na razie o tym pisać, może później jak będę miała więcej danych by wyciągnąć wnioski... Ale myśli miałam tak zajęte, że za nic w świecie nie mogłam przypomnieć sobie identyfikatora do konta bankowego, żeby za płytę zapłacić, musiałam wyjąć umowę i dopiero widziałam w czym robię błąd. Do pewnych rzeczy ja się jednak nie nadaję...

poniedziałek, 14 maja 2018
Podróże do przeszłości

Korzystając z atrakcji związanych z weekendem otwarcia skansenu mennonitów, którzy żyli na pobliskich terenach i my wybraliśmy się na zwiedzanie. I było super. Niesamowitą atrakcją byli aktorzy ubrani w tradycyjne stroje mennonitów, którzy kręcili się w obejściach, babcia dziergająca na drutach, szyjące kobiety, pan czyszczący buty itp... miało się wrażenie zatrzymanego czasu, gdy z jednej strony kustosz opowiadał, a z drugiej "mennonickie dziecko" jadło ciasto obok szyjących kobiet. Wszystko jej zlokalizowane przy odnowionym cmentarzu osadników holenderskich. Poza tym Juniorka miała frajdę bawiąc się zabawkami z epoki, a mój Mąż okazał się świetny w chodzeniu na szczudłach. Dodatkowo jest to miejsce, w którym moi dziadkowie mieszkali przez 6,5 roku.

Później byliśmy umówieni na zaległą kawę do kuzynostwa, a tam w ruch poszły dawne zdjęcia bo moja Mama i jej siostra są już jedynymi osobami, które mogą rozpoznać najwięcej osób. I tak od zdjęcia do zdjęcia dowiedziałam się o rodzeństwie Babci, które wyprowadziła się do Kruszwicy czy Szczecina. Jeszcze w latach 60-70 kontakty były utrzymywane, jednak później zanikły. Ale tak to pewnie bywa... moja Babcia była 14-stym, najmłodszym dzieckiem swoich rodziców.

piątek, 11 maja 2018
Mały, wielki pies

Od czasu gdy pisałam o szczeniaku przybrało mu się sporo kilogramów i centymetrów. Chłody trwały długo i długo mieszkał w domu. Był taki czas, że łazienkę w której spał trzeba było zabezpieczać przed otwieraniem bo szybko był na tyle duży, że opierał przednie łapy o klamkę. Przyrost wzrostu i masy u szczeniaków dużych ras jest porażający, dosłownie z dnia na dzień widać jak szczeniak rośnie. Pies ma teraz 5 miesięcy i gdy stanie na tylnych łapach przednimi sięga na wysokość około 130-140 cm. Gdy przyszło ocieplenie odetchnęliśmy z ulgą bo można było na stałe przenieść go do budy. Z jeszcze większą ulgą odetchnęliśmy po pierwszej nocy w kojcu bo nawet przez chwilę nie skomlał. Gdy przyjechał do nas był na tyle mały, że Juniorka mogła go podnieść, w zabawie była tą silniejszą stroną. W tej chwili lepiej nie wypuszczać szczeniaka gdy Juniorka bawi się na podwórku. Pies choć duży ma mentalność typowego szczeniaka i okazywanie radości jest z jego strony zbyt... gwałtowne, co już raz skończyło się źle dla Juniorki. No nic trzeba przetrwać dorastanie i szkolenie u szczeniaka by jako dorosły był znowu dobrym kompanem dla Juniorki i dobrym stróżem, do czego ta rasa została stworzona.

wtorek, 08 maja 2018
Kinder Party

Juniorka została zaproszona na urodziny swojej dwa lata starszej kuzynki do sali zabaw. Trochę się obawiałam, bo Mała nigdy nie była w takim miejscu i też nie znała dzieci. Poszliśmy (ubrała się w sukienkę bo bardzo lubi nosić się po dziewczęcemu, a to jednak wygodniej być w spodniach). Ciut zdezorientowana weszła na salę, ale razem z dziećmi pobiegła w kierunku tych tuneli na różnych poziomach prowadzących do zjeżdżalni. W pewnym momencie usłyszałam płacz, płacz swojego dziecka jakieś 3 metry nad podłogą i zesztywniałam. Bidak, nie wiedziała jak zejść, że zamknięta rura w dół to zjeżdżalnia. Nie wiedziałam czy zmieszcze się tam. Do starszego kuzyna nie chciała podejść, bała się, a mnie widziała gdzieś tam z góy. Na szczęście pojawiła się animatorka, przytuliła ją, uspokoiła i razem zjechały w dół. Gdy już wyjeżdżała z rury widać było, że jest dużo lepiej. Przez chwilę pobawiła się w bezpieczniejszych warunkach, poskakała na dmuchańcu, wskoczyła w basen z piłkami, przeszła gąsiennicowym tunelem. I nim się obejrzałam powędrowała znowu w górę. Już wiedziała co i jak i zabawa zaczęła się na całego. Na tort nie chciała pójść bo przecież chciała się wspinać, wchodzić, przechodzić i zjeżdżać. Brała udział w konkursach tak jak i te starsze dzieci. Najadła się wszystkiego czego w domu nie ma ;) (różnych rodzajów chrupków, bezików, wypiła szampana). Gdy widziałam, że już sobie radzi zostawiłam ją i poszłam do sali rodziców (z duszą na ramieniu, ale poszłam bo też nie widziałam sensu wystawania tam jak słup). Na koniec pani animatorka nazwała ją "lwicą zabawy" ;) A Mała wróciła do domu wybawiona i na maksa zadowolona. Gdy położyła się do łóżka bez problemu zasnęła. A mnie adrenalina buzowała jeszcze długo...

11:10, cien_wiatru_ona , Juniorka
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 253
| < Czerwiec 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  
Zakładki:
* a "radością tworzenia upleść welon szczęścia własnych prawd ... przestrzeń tajemną"
*przez otwarte okno zaglądam:
*zamknięte lub przymknięte okna
*zdjęcia oraz teksty zamieszczone na blogu są własnością jego autorki. Bez jej zgody zabrania się ich kopiowania i rozpowszechnienia.