jestem iskrą i wiatru powiewem
piątek, 17 listopada 2017
Laryngolog

Z Juniorkowego nosa nadal się sączy. Naszego pediatry w tym tygodniu nie ma. Ale z katarowym fantem trzeba coś robić ponieważ z różnym nasileniem, ale ciągnie się praktycznie od dwóch miesięcy. Dostała ostatnio skierowanie do laryngologa w celu diagnozowania przerostu migdałka więc poszliśmy (prywatnie bo czekać nie ma na co). Laryngolog stwierdziła, że z migdałkami jest w porządku (uff), ale nieżyt jest. To, że jest to sama widzę. Zaleciła skończyć jeden z leków, który miała ostatnio i podawać Bioaron C. Zapytała czy mamy zwierzęta w domu. A, że nie mamy więc temat zakończyła. Czyżby myślała o alergii? To, czego mi brakuje w wizytach u lekarzy to brak globalnego spojrzenia na pacjenta. Każdy leczy objawy, a przyczyna schodzi na drugi plan. Teraz jak pójdę już do naszego pediatry to chyba sama poproszę o testy alergiczne czy sprawdzenie w kierunku pasożytów (z tego czego się ostatnio dowiedziałam to i one mogą upośledzać działanie układu odpornościowego i powodować infekcje dróg oddechowych). Z rozmowy z Panią laryngolog wyszło też, że nie jest zwolenniczką inhalacji z nebbudu (dostaliśmy je już 2 razy i co gorsza chyba wywołały u Juniorki inną przypadłość). Z niechęcią podchodziłam do tego kortykosteroidu, ale jak kaszel męczy to człowiek stwierdza, że nie jest lekarzem a dziecku chce pomóc więc skoro było zapisane... No i od poniedziałku Juniorka ma iść do przedszkola (3 tygodnie już nie chodzi) nawet jak wydzielina w nosie jeszcze będzie.

Żałuję, że nie poszłam na zdrowotny od września, problemów jest tyle, że chyba lepiej jakbym była w tym czasie w domu.

09:17, cien_wiatru_ona , Juniorka
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 13 listopada 2017
Poniedziałek 13-tego

Poranek przywitał nas zapchaną rurą odpływową, w łazience zaczęło wybijać różnymi otworami. Małżu zatem od rana miał robotę z udrożnianiem, a miał posiedzieć z Juniorką. Rura chyba udrożniona, więc mam nadzieję, że ten, za przeproszeniem, g...y problem się już nie powtórzy bo Mąż właśnie leci do Norwegii. Juniorki katar jakby się skończył. Jakby, ponieważ odrobina wydzieliny nadal się pojawia. Tak już też było poprzednio, zaczęła wtedy chodzić do przedszkola i katar się nasilił. Do lekarza nie pojechała, ale została jeszcze w domu. Poza tym w zeszłym tygodniu brałam udział w trzech książkowych konkursach na facebook'u. I dziś okazało się, że w jednym z nich udało mi się wygrać książkę, na której mi bardzo zależało, w dodatku jest ona z autografem autorki :-)))

sobota, 11 listopada 2017
Krankenhaus

Ostatni bastion zdrowia w naszym domu padł dnia wczorajszego. Małżu mówi głosem nastolatka w środku mutacji. Z zewsząd dobiega ehehe, ehehe. Najzdrowsza wydaje się Juniorka, choć trochę kataru nadal jest i kilka razy w ciągu dnia kaszlnięcie może się zdarzyć, ale leki już jej się skończyły. Szczerze mówiąc nie wiem czy w poniedziałek pójdzie do przedszkola czy na kolejną wizytę u lekarza.

A blog kończy dziś 12 lat.

czwartek, 09 listopada 2017
Codzienny misz-masz

Mojej Mamie nie poprawia się pomimo przyjmowania zapisanych przez lekarkę leków... że niby kaszel wywołany przez wirus może trwać do 3 tygodni, ale bez przesady, nie w takim nasileniu... Juniorką w środę zajmował się tatuś. Po czym padł, zmęczony już o 22. Rzucając przed snem kilka słów uznania w stronę pań przedszkolanek bo stwierdził, że gdyby on pracował w przedszkolu to po powrocie do domu nie byłby w stanie ruszyć już ani ręką ani nogą. Słowa uznania i docenienia jak najbardziej się należą, sama coś wiem na ten temat, choć moja styczność z dziećmi zaczyna się od wieku 5,6 lat. Juniorka dziś kończy przepisane terapie. Szkoda, że nie mogę tego powiedzieć o jej katarze, który w niewielkim nasileniu ale ciągle jest. Z dobrych wieści to zostaliśmy zaproszeni na uroczystość zawarcia związku małżeńskiego w przyszłym miesiącu. Przejrzałam już ofertę gadżetów prezentowych na taką okazję. Ale, aaaaa, co ja na siebie włożę? ;-)

wtorek, 07 listopada 2017
Wiruslandia

Ja z wirusem. Moja Mama z wirusem. Juniorka to już niekończąca się historia kataru i kaszlu. Jest pewne podejrzenie, że odpowiadać za to może powiększony trzeci migdał. Nowe leki od tygodnia, ale poprawa nie taka jak bym chciała. Opieka mi się skończyła, dziś wzięłam dzień opieki na zdrowe dziecko (choć zdrowe nie jest). Co będzie jutro, nie wiem... do przedszkola jeszcze nie pójdzie, czy mojej Mamie przejdzie na tyle by mogła się nią zająć... pozostaje Mąż (który wirusowi się jak dotąd opiera, choć już groprinosin łyka). Końcówka roku jest u nas odbiciem początku i wygląda równie słabo. Było też tępienie grzyba, który wylazł niestety w sypialni, deszczowe i chłodne lato plus jesienne deszcze skutecznie namoczyły ścianę. Ale było też zabawnie, jak Juniorka wróciła z przedszkola w nie swoich adidasach bo ktoś miał takie same i zabrał jej wcześniej. Ale że to nie jej buty też zorientowałam się dopiero w domu. I było też pasowanie na przedszkolaka. I tu jesteśmy z Juniorki dumni bo choć była po tygodniowej nieobecności to jednak dała radę w czasie występu. Tylko przy wywołaniu do pasowania Pani Dyrektor miała problem z imieniem, chyba nie spotkała wcześniej innej Julianny ;-)

czwartek, 12 października 2017
Chorowanie z dzieckiem i bez

Przed pojawieniem się na świecie Juniorki na lekkie przeziębienia nie zwracałam uwagi. Coś się łyknęło i przechodziło. Jak faktycznie czułam się źle to szłam do lekarza, brałam zwolnienie, ciesząc się jednocześnie z kilku dni wolnych. Od kiedy na świecie jest Juniorka to każdy katar mój czy mężowski (a ten to często na mrozie na krótkim rękawku, bo przecież tylko chwilę, potrafi chodzić) mnie denerwuje. Bo gdy mnie coś jest to zazwyczaj Juniorka to przejmuje (przecież najczęstszy i najbliższy kontakt ma ze mną to i z moimi wirusami też). Niby takie nijakie to przeziębienie, ale polubiło mnie bardzo i opuścić nie chce. Wciąż kicham i kaszlę. Już sobie nawet tran z wyciągiem z czosnku łykam, widać swoją odporność długofalowo też muszę wzmocnić. A pamiętam wrzesień 3 lata temu, gdy przez cały miesiąc kichałam i kaszlałam na 4-miesięczną wówczas Juniorkę. A ona nic, najmniejszego nawet kichnięcia, ale to był chyba cud karmienia piersią.

18:21, cien_wiatru_ona , cień myśli
Link Komentarze (1) »
niedziela, 08 października 2017
hm

Posiedzę w domu do końca tygodnia. Może zdążą w tym czasie włączyć w szkole ogrzewanie. Tak, tak, do 6.10 nie zdążyli... przy tej pogodzie to jawna KPINA. Posegreguję ubrania w szafach (zamówiłam nowe to miejsce trzeba zrobić). Wypiorę ręczniki. Zamówię prezent od Juniorki dla jej Chrzestnego na jego 18te urodziny (długo się zastanawiałam co to ma być, ale chyba już wiem). Zapiszę się na konferencję i poszukam kursów e-learningowych. Może uda mi się podpisać nowe umowy na telefon, internet i telewizję. POCZYTAM bo ostatnio coś słabo mi idzie, a już gorące nowości zaczynają się pojawiać w księgarniach. No i porobię też nic.

piątek, 29 września 2017
Załamka

Nie poszłam dziś do pracy? Nadprogramowy dzień wolny. Dlaczego? Ano Juniorka po zaledwie 4 dniach w przedszkolu znowu ma katar. Tym razem w nocy też zagorączkowała więc o ile wtedy leczyliśmy się sami to teraz zdecydowałam się na wizytę u lekarza. Dostaliśmy spray do nosa (jakiś na receptę, a nie ogólnodotępny), butelkę Sambucolu i to w zasadzie wszystko. Tak bardzo liczyłam na to, że już będzie lepiej. Nie zdążyłam się nawet nacieszyć wyjściami na zajęcia baletowe i rytmiczno-taneczne w ramach dni otwartych, z których Juniorce jednak baletowe chyba podobały się bardziej. A tu kolejny przekichany weekend.

16:09, cien_wiatru_ona , Juniorka
Link Komentarze (4) »
wtorek, 26 września 2017
Krok do samodzielności

Przejawów samodzielności to już trochę było, ale ten jakoś mi uświadomił, że moje obowiązki, te najżmudniejsze przy dziecku ograniczają się z każdym dniem. Przez czas pieluchowy przewijanie zajmowało sporą część dnia, potem wspólne chodzenie do toalety. A tymczasem od dwóch tygodni Juniorka już nie potrzebuje, czasami w ogóle, asysty w toalecie. Do tego stopnia, że nawet nie powie, że chce, tylko pójdzie i sama zrobi co trzeba. Ewentualnie przy drugiej kwestii przybiegnie po fakcie z opuszczonymi majtami. No cóż, dorasta się...

W kwestii przedszkolnej za to mamy krok w tył, po przerwie spowodowanej przeziębieniem, Juniorka nie chce chodzić do przedszkola, nie podoba jej się drzemka i ogólnie twierdzi, że się przedszkolem znudziła. Odstawiamy delikwentkę trochę na siłę, nagradzając jakąś drobnostką (przekupstwo znaczy się) przy odbieraniu.

10:14, cien_wiatru_ona , Juniorka
Link Komentarze (2) »
niedziela, 17 września 2017
Już jesień

Mimo, że w kalendarzu jeszcze lato, to ja będę uparcie twierdzić, że od 4 września mamy jesień. Kołomyja katarowo - przeziębieniowa trwa. Dziecko więcej w domu niż w przedszkolu. Ja 5tego września czułam się tak, że do pracy poszłam jedynie z poczucia obowiązku. Gdzie nie spojrzeć ktoś kicha i smarcze. Jak walczyłam z przeziębieniem to przypomniało mi się, że raz zaczęłam rok szkolny dużo później ze względu na anginę. Miałam wtedy 12 lub 13 lat i to był pierwszy raz kiedy miałam do polskiego i matematyki zeszyty włoskiej produkcji z gotowymi marginesami. Tak, tak, jestem z czasów kiedy marginesy rysowało się ołówkiem. W ogóle to wakacje jakoś sentymentalnie w tym roku traktowałam. Inne wspomnienie wiązało się z podobnym okresem czasu, kiedy to jeździłam swoim czerwonym rowerem model jubilat po wiśnie. Gdy Ciocia nie chciała za nie nic w podziękowaniu to stawiałam kawę (jaką Mama mi dała) pod drzwiami, dzwoniłam i szybko uciekałam ;-) A Ciocia Basia uszyła mi szalenie modne wtedy spódnicospodnie, różowe w białe groszki :-) Fajne czasy kiedyś były :-)

A teraz w szkole mnożą się absurdy, aż szkoda o tym myśleć, mówić, pisać...

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 247
| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
Zakładki:
* a "radością tworzenia upleść welon szczęścia własnych prawd ... przestrzeń tajemną"
*przez otwarte okno zaglądam:
*zamknięte lub przymknięte okna
*zdjęcia oraz teksty zamieszczone na blogu są własnością jego autorki. Bez jej zgody zabrania się ich kopiowania i rozpowszechnienia.