jestem iskrą i wiatru powiewem
czwartek, 22 lutego 2018
O tym jak było

Po trzech latach wróciliśmy do swojej miejscówki w Kościelisku. Przeszło 500 km i przeszło 6 godzin jazdy i jestem z Juniorki dumna. Dała radę (bez żadnych wspomagaczy typu: bajki na tablecie, nigdy w czasie jazdy nie dostała tableta więc nie wie, że tak można) gadała, śpiewała, zaliczyła po godzince snu w tamtą i z powrotem, momentami trochę marudziła - ale co się dziwić, dorosły też ma często dość długich tras. Potem była taka ilość śniegu, jakiej Juniorka jeszcze nigdy nie widziała. Bywało, że po obudzeniu pytała czy śnieg jeszcze jest, bo u nas to różnie bywa ze spadniętym śniegiem. Były próby lepienia bałwana (ale śnieg zmrożony więc słabo to wychodziło), przedzieranie się przez śnieg (który sięgał Juniorce do kolan), robienie orzełka, jazda na sankach (Juniorka wolała ciągnięcie niż zjeżdżanie z górki) i to, dzięki czemu Tata dostał banana od ucha do ucha i aż spuchł z dumy czyli pierwsze założenie nart. Narciarzy Juniorka zobaczyła  gdy miała zjeżdżać na sankach i się zaczęło, że ona chce na wyciąg. Wypożyczyliśmy nartki, buty i kask i z myślą, że po założeniu sprzętu zapał jej opadnie udaliśmy się na mały stok. Mąż wziął ją między swoje narty i tak zaliczyła swoje pierwsze 10 zjazdów i wjazdów orczykiem. A jaka radość malowała się na czerwonej od mrozu buźce. Po oddaniu nart płakała przez pół godziny, a Pani z wypożyczalni powiedziała, że takiego przypadku jeszcze nie mieli. Cóż było robić... jedynie wracać na kolejne zjazdy. Także za rok sróbujemy już z instruktorem, bo w tym roku na typową naukę chyba było jeszcze za wcześnie. Ale bakcyl zaszczepiony bo na pytanie: co najbardziej podobało jej się w górach, odpowiada krótko: narty. Były spacery, był wjazd kolejką na Gubałówkę (na której nadal stoi przepiękna, ośnieżona choinka), było pyszne jedzonko w regionalnej karczmie. Mąż wieczorami urywał się na swój ulubiony stok. I gdyby nie szczeniak, przez którego moja Mama "uwiązana" była do domu to chętnie zostalibyśmy tam choć o jeden dzień dłużej.

 

12:46, cien_wiatru_ona , chwile jak motyle
Link Komentarze (4) »
piątek, 16 lutego 2018
Zameldowanie

Chwilowo górale spod samiuśkich Tater ;-) 

poniedziałek, 12 lutego 2018
Ferie na start

To mamuśka zaczęła ferie. Dziecko w przedszkolu. Jest zdrowa to niech chodzi, po wszystkich jej nieobecnościach wdrażanie to trudny proces i bez powodu przerywać go nie warto. I na ten przykład w zeszłym tygodniu po raz pierwszy w swojej przedszkolnej karierze pokazała na konkretnego chłopca i z dumą oznajmiła: "to mój kolega". Lubi się z tym chłopcem bawić samochodami i tylko szkoda, że Tymka w czwartek i piątek już nie było. Tymczasem matka kończy kawę i wpis i zabiera się za sprzątanie. Jakoś tak wyszło, że w weekend poprałam co trzeba, a podłogi i łazienkę na górze (dolną myje Mąż dwa razy dziennie ze względu na psa ;-)) zostawiłam na później. A wyjazd w góry może w środę lub czwartek.

sobota, 10 lutego 2018
Jak na drożdżach

Juniorka 4 lata skończy z końcem kwietnia, więc teoretycznie rozmiar 98-104 powinien być na nią dobry. Pod koniec października kupiliśmy jej kurtkę na 104, przecież za dużej nie wezmę... Ale już na bożonarodzeniowym spacerze ciągle mnie denerwowało, że jak trzyma nas za ręce to rękawy jej kurtki podjeżdżają tak wysoko, że wygląda jakby były 3/4. Przypomniało mi się, że kiedyś dostałam kurtkę zimową od koleżanki, sprawdzam rozmiar: 110, przymierzam - no i pasuje. I tak od stycznia z powodzeniem chodzi już w tej większej. W zasadzie jak tak patrzę na bluzeczki to coraz więcej rękawków zaczyna się kończyć wcześniej niż powinny. Niektóre rajstopki też aby na styk, następny rozmiar to 110-116 (nie mogę zrozumieć dlaczego wymiary rajstop są zawsze co drugi rozmiar?). Także Juniorka wysokość 104 osiągnęła 4 miesiące przed czasem. Ale co tu się dziwić... w czwartkowe popołudnie wciągnęła 3 (słownie: trzy!) babcinej produkcji pączki i pewnie czwarty też by wszedł, tylko zaczęłam ją straszyć nocnym bólem brzucha.

11:44, cien_wiatru_ona , Juniorka
Link Komentarze (4) »
czwartek, 08 lutego 2018
Nie miała baba kłopotu ;-)

kupiła sobie psa ;-) Kaukaz po uśpieniu swojej partnerki (byli razem 10 lat) szczekał i strasznie skomlał gdy nas widział. Zresztą jeden pies pilnujący to tutaj za mało. Tak zapadła decyzja o kupnie nowego psa. Myśleliśmy o owczarku niemieckim, ale przeglądając ogłoszenia Mężowi spodobały się moskiewskie psy stróżujące (rasa powstała z krzyżowania bernardyna, kaukaza i łaciatego rosyjskiego gończego). Znalazł ogłoszenie w przystępnej cenie. Na zdjęciu psiak wyglądał na takiego co to w dzień już w budzie da radę, a noc mógłby spędzać w przedsionku domu. Psy w nocy wypuszczane są z kojców i chodzą po całym terenie, na co on za mały i nieprzyzwyczajony z kaukazem. Pojechał po niego 300 km w jedną stronę, a tam maleńki szczeniak, dopiero co od suki odstawiony. Taki w budzie nawet pół dnia nie wytrzyma, ale jechać 600 km bez sensu... to też psiaka wziął. Do czasu aż podrośnie mieszka w łazience i kuchni, co by sprzątać było łatwiej. Juniorka zachwycona. Potem był pierwszy spacer z pieskiem na smyczy. I nie wiem z kim było gorzej... z psem który pierwszy raz miał założoną smycz... czy z dzieckiem, które nijak nie chciało zrozumieć, że pies się jeszcze boi i nie będzie aportował patyka i że nie przejdzie na smyczy wielkie dystansu bo mu po prostu zimno. Juniorka złapała z 10 fochów na nas, nawet nam uciekała. Efekt był taki, że Juniorka wróciła do domu spłakana, a pies przerażony. Także bywa "zabawnie" i wiele jeszcze przed nami: szkolenie podstawowe, przyzwyczajenie do kojca i budy i najważniejsze wzajemna akceptacja dwóch obcych sobie psów. A to sprawca zamieszania ;-) bardzo towarzyski żarłoczek ;-)

wtorek, 06 lutego 2018
Aby do ferii

To ostatni tydzień przed feriami. Odliczanie więc trwa. Trwa ze zdwojonym nasileniem ze względu na pojawienie się w zeszłym tygodniu w szkole pierwszego przypadku mykoplazmy czyli zakażenia maleńką bakterią dającą objawy przeziębienia/grypy, ale tak naprawdę atakującej płuca. W pobliskim przedszkolu borykają się z tym od grudnia. Odliczamy czas do wolnego ponieważ mykoplazma w dużych skupiskach może mieć charakter epidemii. Nasz feryjny wyjazd majaczy gdzieś na horyzoncie, bo nie wiadomo jak to ze zdrowiem Juniorki i mojej Mamy będzie. Na szczęście u naszych Górali problemu z noclegiem nie będziemy mieli, nawet jak z dnia na dzień zdecydujemy o wyjeździe. Juniorka do przedszkola póki co chodzi. Ale jak Mąż ją dziś zawiózł około 8:30 to była szóstym obecnym dzieckiem w 27-mio osobowej grupie. Wczoraj już też było ich mało bo Mała mówiła, że dzieci siedziały przy dwóch stolikach, a mają cztery stoliki w sali. Dziś zmieścili się pewnie przy jednym albo już połączyli ich z grupą starszą. No cóż, aby do ferii...

niedziela, 04 lutego 2018
Trudny przełom miesięcy

Mimo, że Juniorka w styczniu też chorowała (katar trwał 3 tygodnie, kaszel dopiero się kończy) to jednak myślałam, że uda mi się cały miesiąc chodzić do pracy. Jednak 31-go musiałam wziąć dzień opieki na zdrowe dziecko bo Juniorka tego dnia jeszcze była w domu, a moja Mama dostała migreny. Migrena okazała się tak silna, że Mama już kazała przygotowywać sobie rzeczy do szpitala. Na szczęście leki, które zażyła przyniosły pożądaną ulgę. Ale tak się zestresowałam, że przez 3 noce spać nie mogłam. Kot popisał się szaleńczą brawurą... i już nie ma kota. W przedszkolu odbył się bal karnawałowy, na którym Juniorka była biedronką. Fajnie, że mogła być bo szła dumna w swoim przebraniu i wróciła też zadowolona. Połowę soboty jeszcze chodziła w kostiumie. W tym całym zamieszaniu luty przyszedł tak niepostrzeżenie, że 2-go olśniło mnie, że niektóre płatności powinnam mieć wykonane jeszcze przed 1-wszym, ups. A od wtorku mamy w domu szczeniaka, ale cyrk z nim związany to temat na osobny wpis.

wtorek, 30 stycznia 2018
Chyba pora odpocząć od pracy

Z czwartku na piątek obudziłam się przestraszona, że to już sobota, a ja przecież nie wysłałam sprawozdań (które do piątku włącznie wysłać trzeba było rzeczywiście bo to koniec semestru) i że nie mam nawet żadnych materiałów, żeby choć z opóźnieniem, ale je przygotować.

A z niedzieli na poniedziałek śniło mi się, że zapomniałam o zaplanowanym na ten dzień wyjeździe z uczniami. Śniło mi się, że w pracy byłam, ale nie pojechałam i potem przez to nakręciła się afera.

Wszystko było na szczęście tylko snami, których "przerażające" konsekwencje istniały tylko do momentu oprzytomnienia po wybudzeniu. Sprawozdanie napisałam i wysłałam do dyrekcji w terminie. Na wyjeździe oczywiście też byłam. Ale jak już takie sny po głowie się kolebią to znaczy, że zwoje mózgowe przegrzane ;-) a do ferii jeszcze całe 1,5 tygodnia.

19:32, cien_wiatru_ona , sennik
Link Komentarze (1) »
czwartek, 25 stycznia 2018
A jednak słucha i to uważnie

Czytając Juniorce książkę często mam wrażenie, że nie słucha, nie skupia uwagi bo przecież robi w tym czasie inne rzeczy. Ona zazwyczaj robi kilka rzeczy na raz, rzadko kiedy tak naprawdę skupia się tylko na jednym, bo chociaż nogami musi fikać. Gdy czytamy przed zaśnięciem wierci się to mało powiedziane, przewala się po łóżku aż całe chodzi, przekłada maskotkę z lewa na prawą itd. Ale czytam dopóki nie widzę, że zaczyna zasypiać lub sama powie, że na dziś koniec. Pytana z treści odpowiada zdawkowo, ale ona też tak ze wszystkim ma, jak sama nie chce czegoś powiedzieć/opowiedzieć to można zadać milon pytań i na żadne nie odpowie nawet jednym wyrazem. Ale czytanie przed snem lubi więc czytam. Aż tu zaskoczyła mnie kompletnie. "Nudzimisie" przeczytaliśmy jakieś dwa tygodnie temu. Po nich było już "Kto pocieszy Maciupka?", "Krecik i przyjaciele" po raz drugi (bo chciała) i zaczęliśmy "Zbója. Opowiadania o koniach i konikach" Renaty Piątkowskiej (bardzo fajna autorka przeróżnych opowiadań dla przedszkolaków, chcę dokupić "Ciekawe co będzie jutro" i "Paluszki czyli o dziesięciu takich, co nigdy się nie nudzą") aż tu słyszę od córci, że wieczorem chce posłuchać dalej o nudzimisiach (właśnie kupiłam dwie kolejne części). A to, co mnie najbardziej zaskoczyło i ucieszyło to to, że dziecko samo z siebie opowiedziało mi ostatni rozdział, zapamiętała imię postaci, która się w tym rozdziale po raz pierwszy pojawiła... i to po dwóch tygodniach. Wow, mimo, że sprawia wrażenie nie słuchającej to jednak słucha z uwagą... no cóż, kinestetyk tak ma ;-)

13:01, cien_wiatru_ona , Juniorka
Link Komentarze (5) »
wtorek, 23 stycznia 2018

Śmierć to zawsze dla kogoś tragedia, z którą musi się oswoić. Ale jak rodzice chowają dzieci... nawet te dorosłe i po 40stce, to jednak coś tu jest nie tak... [']['][']

 

U nas w domu też mały smuteczk, całkiem nieporównywalny, ale że pies przyjacielem człowieka jest to gula w gardle stanęła. Suka od dawna chorowała i przyszedł ten dzień, że należało ją uśpić. A potem jeszcze przyjdzie wytłumaczyć dziecku dlaczego tylko jeden pies biega po podwórku, a tego drugiego nawet w budzie nie ma.

18:17, cien_wiatru_ona , w krainie cieni
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 250
| < Luty 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28        
Zakładki:
* a "radością tworzenia upleść welon szczęścia własnych prawd ... przestrzeń tajemną"
*przez otwarte okno zaglądam:
*zamknięte lub przymknięte okna
*zdjęcia oraz teksty zamieszczone na blogu są własnością jego autorki. Bez jej zgody zabrania się ich kopiowania i rozpowszechnienia.