jestem iskrą i wiatru powiewem
piątek, 06 kwietnia 2018
"Coraz lżejsze będą suknie"

No i wiosna faktycznie wybuchła. Przynajmnie dziecko szczęśliwe, wyprowadziło rower biegowy i co najważniejsze: przez dwa popołudnia biegała z pistoletem na wodę (który dostała gdy byliśmy na śniadaniu wielkanocnym) chlapiąc wszystko: od samochodów, przez psy do nas. Dziś jednak temperaturowe załamanie, co już rano było mocno odczuwalne poprzez silny wiatr. Za to w niedzielę ma być znowu 21 stopni. Fajnie, fajnie, tylko meteoropaci bardzo źle znoszą takie wahania ciśnienia i temperatury. Moja Mama czuje się teraz fatalnie. Co, nie ukrywam, zawsze mnie niepokoi... Piękna pogoda sprawia, że zaczyna się myśleć o majówce. W tym roku nie wyjedziemy, ale już zaczęłam rozglądać się za możliwością fajnego spędzenia czasu w niedalekiej okolicy i jeden pomysł (pod kątem dziecka) już jest. Małe wyprawy też są fajne, a we własnym łóżku śpi się najlepiej ;-)

wtorek, 03 kwietnia 2018
Koszmarek

Druga połowa marca była dla mnie zawodowo bardzo intensywna. Z utęsknieniem czekałam na przerwę wielkanocną by choć odrobinę odpocząć. Ale nim się doczekałam to już byłam chora. Mąż chorował już wcześniej (znaczy pozarażał). Święta były bo były. Moja Mama też przeziębiona, a na dodatek w samą Wielkanoc dostała migreny (jej siostra również, to chyba efekt pogody). Pogoda była tak "piękna", że o spacerze z tymi choróbskami to nawet się nie myślało. No i tak sobie ledwo zipiąc dotrwałam do dziś, nie odpoczęłam, niezupełnie wyzdrowiałam... a tu już do pracy jutro trzeba. Póki co przygotowuję ubrania na prognozowany wybuch wiosny. Od Zająca mamy teraz prywatną Zatokę Przygód z figurkami wszystkich psiaków (znaczy włącznie z Truckerem i Everestem), a tu już o urodzinowym prezencie trzeba myśleć... to znaczy pomysł był od dawna, a że dziś znalazłam super promocję na ten produkt to zamówiłam i z głowy.

piątek, 16 marca 2018
Rzepy się czepi i w gry się gra

  To jeden z naszych pierwszych bunchems'owych ludzików. Zabawa fajna, ale jak instrukcja nakazuje - należy uważać na włosy. Któregoś dnia Juniorka, mimo związanych włosów w kitek, wczepiła sobie to ustrojstwo. Zbierała rzepy z kanapy (a że nie miała na to ochoty) to usiadła na podłodze i w ni stąd ni zowąd odchyliła głowę do tyłu wprost na pudełko z niezamkniętymi rzepami. Gdy głowę podniosła miała na niej 400 rzepów.  Oczywiście nie wszystkie stykały się z włosami, ale niestety trochę włosów powyrywaliśmy...

U nas na wielkanoc są prezenty od zajączka i już nawet miałam wybrane coś innego, ale w końcu postanowiłam wykorzystać jej ostatnią chęć do kolorowania. A, że Aros ma właśnie obniżkę cen na książki, zabawki, gry, puzzle to nakupiłam kolorowanek z ulubionymi postaciami z bajek, duży zestaw kredek, książeczkę z matą z figurkami z Psiego Patrolu, planszówkę i grę-układankę. I chyba będzie fajniej niż z kurczakiem z little live pets.

Byliśmy też na usg brzuszka. Skierowanie było w styczniu, ale oczekiwanie to były dwa miesiące. Ale wszystko jest w porządku. Czego też się spodziewałam, bo krótko po otrzymanym skierowaniu objawy zniknęły. Może pomogło to, że Juniorka zaczęła więcej pić w ciągu dnia i drogi moczowe lepiej funkcjonują? Mamy też skierowanie do chirurga, ale z prawidłowym wynikiem iść? Chyba najpierw pokażemy wynik naszemu pediatrze i niech zdecyduje...

 

09:34, cien_wiatru_ona , Juniorka
Link Komentarze (2) »
piątek, 09 marca 2018
Nieśpiąca królewna

Juniorka od pierwszych dni jako dogodną porę do snu uznawała noc, w dzień spała słabo. A tu w przedszkolu leżakowanie. I dopiero po feriach potrafiła wyrazić jaki to dla niej problem. Nie miała chęci chodzić do przedszkola, ale ciągle wymyślała inne powody, dla których nie chce. A my niestety zrzucaliśmy większą część tej niechęci na karb chorowania i braku przyzwyczajenia do chodzenia. Przed pójściem do przedszkola po feriach Juniorka rozpłakała się wielkimi łzami prosząc: "mamusia ja nie chcę, proszę, ja nie chcę, proszę". Myślałam, że serce mi pęknie jak patrzyłam na dziecięcą rozpacz. Po raz kolejny padło pytanie o powód. I wtedy wyjaśniła, że to przez leżakowanie. Rano Mąż porozmawiał z wychowawczynią (trochę problemu było, bo grupa w przewadze chętna do spania i mają tak spać do końca kwietnia), dodatkowo prośbę poparła przedszkolna pomoc (która w czasie kilku dni feryjnych, w których Juniorka była w przedszkolu widziała, że dziecko jest zupełnie inne jak wie, że spania nie będzie). Stanęło na tym, że Juniorka już nie przebiera się w piżamę, siada na leżaczku i ogląda książeczki (potrafi uszanować potrzebę ciszy dla innych dzieci). I skończył się problem. Rano chętnie wstaje i bez marudzenia jedzie do przedszkola, już spokojna, że leżakować nie będzie i pełna radości na nowy dzień. 

Szkoda tylko, że nasza nieśpiąca królewna wczoraj już wróciła z przedszkola kichająca. Do wieczora katar się rozwinął i cieknie jak z zepsutego kranu, do tego dołączył w nocy stan podgorączkowy i niestety musiała dziś zostać w domu (pierwszy raz było jej z tego powodu przykro). Teraz powinniśmy być na przedpremierowym spektaklu w teatrze lalek, na który też czekaliśmy, ale cóż... siła wyższa.

17:50, cien_wiatru_ona , Juniorka
Link Komentarze (1) »
czwartek, 08 marca 2018
Ku wiośnie

Mrozy się skończyły. A, że śnieżnej ochrony roślin ozimych w tamtym tygodniu ni grama nie było to na kuchennym parapecie zagościły próbki rzepaku. Czy odbije, czy przemarzł? Wszak już styczniowe pola wyglądały jak z końca marca. Chociaż tak na prawdę to i tak będzie wiadomo gdy wegetacja znów ruszy. Płaszcz zimowy już mi się znudził więc na końcówce chłodów chciałam ponosić krótką kurtkę z poprzednich sezonów. Niestety po praniu okazało się, że ocieplenie zbiło się w kulki tworząc widoczne dziwne guzy w dziwnych miejscach. A z okazji dnia kobiet (nie wiem co tam Mąż planuje) sama też zrobiłam sobie prezent zamawiając sukienkę z tkaniny dresowej w szarym kolorze i do tego jeżynowe legginsy.

środa, 07 marca 2018
Zemsta faraona?

Na wstępie podkreślę, że wpis należy traktować całkowicie z przymrużeniem oka. Przez kilka lat włosy obcinała mi moja koleżanka ze szkolnych czasów, "chałupniczo", że tak to ujmę. Ale w końcu doszłam do wniosku, że po tylu latach bez szkoleń fryzjerskich jej umiejętności pozostały na etapie sprzed 20 lat, a ja chcę czegoś więcej i postanowiłam oddać się w ręce salonu (z zadowoleniem zresztą). Gdy szłam na pierwszą wizytę poranek przywitał mnie śniegiem. Gdy szłam drugi raz to rozgrywał się jedyny tej zimy śnieżny armagedon. Dziś idę po raz trzeci i co? I poranek znowu w śniegu ;-) A jak wiadomo, ja jeździć w śniegu nie lubię ;-) Znaczy, nie wystawia się znajomych do wiatru ;-)

Potem skojarzyło mi się coś jeszcze ;-) Jak w 2013 roku kupiłam śniegowce na wyprzedaży to konkretna zima ze śniegiem trzymała do kwietnia. W tym roku też kupiłam kozaczki na wyprzedaży ;-) także, bójcie się ludziska ;-))))

niedziela, 04 marca 2018
Jak maraton

Nie, nie biegam. Tylko tak jakoś intensywnie w tym tygodniu. Co ważne, na szczęście się nie rozchorowałam. Dziecko też zdrowe, od 1 lutego wróciła do pełnej aktywności i nic (odpukać), nic jej nie trapi. Jeny, jak ja się cieszę z tego powodu. Miniony tydzień był w pewien sposób męczący ponieważ w pracy mieliśmy dwie rady szkoleniowe i jedną zwykłą. Wykorzystałam internetową noc zakupów w 5-10-15 i kupiłam Juniorce kilka ubrań po 60% obniżkach (jutro przyjdzie paczka). W piątek zaraz po pracy zabierałam córkę kuzyna (w ferie nie udało jej się do nas przyjechać) więc weekendowo mamy dwójkę dzieci. Po obiedzie kuzyn z rodziną przyjedzie, a dodatkowo wpadnie szwagierka ze swoimi synkami (to co prawda zupełnie nieplanowane na dziś spotkanie, ale może im więcej tym weselej? ;-)). Mamy co prawda tylko jakieś pół blachy ciasta, ale chyba wystarczy ;-). A nowy tydzień rozpocznie zebranie w przedszkolu więc ciąg zajęć dodatkowych trwa. Jeszcze pewnie w tym tygodniu przyjdzie pomyśleć o zakupie kurtki przejściowej dla Juniorki (to wolę mierzyć i oglądać na żywo) i butów na wiosnę.

niedziela, 25 lutego 2018
Ogarniam

Pod koniec wyjazdu mój nos i migdałki trochę dały znać o sobie. W nocy z poniedziałku na wtorek nawet musiałam posiłkować się Juniorkowym arsenałem leków na wszelki wypadek (jej na szczęście się nie przydał). Na półśpiąco i w pośpiechu łyknęłam sobie (przez przypadek oczywiście) podwójną dawkę zalecaną dorosłym Pelavo Nos i Zatoki, ale rano poczułam się zdecydowanie lepiej. Po powrocie do domu myślałam, że jest OK, ale profilaktycznie piłam Sambucol Extra Strong. W pierwszej kolejności wyprałam rzeczy Juniorki i zmianę jej pościeli. W czwartek niespodziewanie wylądowaliśmy u znajomych, wypiłam dwie lampki wina, a po powrocie myślałam, że się rozpadnę. Z trudem przygotowałam Juniorce kolacje, załadowałam zmywarkę i wspólnie z Mężem wykąpałam Małą. Zimno telepało mną przez pół nocy, a do tego jeszcze ból mięśni. W piątek wstałam, ale w głównej mierze dzień przeleżałam na kanapie. W sobotę już było normalnie, ale Sambucol piję, witamina C z czarnego bzu nie zaszkodzi. Wczoraj dopiero poprałam nasze rzeczy (ręczniki i zmiana naszej pościeli sobie poczekają). Teraz chwila relaksu pomiędzy spotkaniami. Był już u nas Chrzestny Juniorki na szybkiej kawce. Po obiedzie ruszamy do mojego kuzyna na imieninowe ciasto. A w tle leci składanka "The best kids ever" i sentymentalne serduszko wyciska łzę za każdym razem gdy usłyszę coś w stylu: "Puszek okruszek" czy "Kolorowe kredki".

czwartek, 22 lutego 2018
O tym jak było

Po trzech latach wróciliśmy do swojej miejscówki w Kościelisku. Przeszło 500 km i przeszło 6 godzin jazdy i jestem z Juniorki dumna. Dała radę (bez żadnych wspomagaczy typu: bajki na tablecie, nigdy w czasie jazdy nie dostała tableta więc nie wie, że tak można) gadała, śpiewała, zaliczyła po godzince snu w tamtą i z powrotem, momentami trochę marudziła - ale co się dziwić, dorosły też ma często dość długich tras. Potem była taka ilość śniegu, jakiej Juniorka jeszcze nigdy nie widziała. Bywało, że po obudzeniu pytała czy śnieg jeszcze jest, bo u nas to różnie bywa ze spadniętym śniegiem. Były próby lepienia bałwana (ale śnieg zmrożony więc słabo to wychodziło), przedzieranie się przez śnieg (który sięgał Juniorce do kolan), robienie orzełka, jazda na sankach (Juniorka wolała ciągnięcie niż zjeżdżanie z górki) i to, dzięki czemu Tata dostał banana od ucha do ucha i aż spuchł z dumy czyli pierwsze założenie nart. Narciarzy Juniorka zobaczyła  gdy miała zjeżdżać na sankach i się zaczęło, że ona chce na wyciąg. Wypożyczyliśmy nartki, buty i kask i z myślą, że po założeniu sprzętu zapał jej opadnie udaliśmy się na mały stok. Mąż wziął ją między swoje narty i tak zaliczyła swoje pierwsze 10 zjazdów i wjazdów orczykiem. A jaka radość malowała się na czerwonej od mrozu buźce. Po oddaniu nart płakała przez pół godziny, a Pani z wypożyczalni powiedziała, że takiego przypadku jeszcze nie mieli. Cóż było robić... jedynie wracać na kolejne zjazdy. Także za rok sróbujemy już z instruktorem, bo w tym roku na typową naukę chyba było jeszcze za wcześnie. Ale bakcyl zaszczepiony bo na pytanie: co najbardziej podobało jej się w górach, odpowiada krótko: narty. Były spacery, był wjazd kolejką na Gubałówkę (na której nadal stoi przepiękna, ośnieżona choinka), było pyszne jedzonko w regionalnej karczmie. Mąż wieczorami urywał się na swój ulubiony stok. I gdyby nie szczeniak, przez którego moja Mama "uwiązana" była do domu to chętnie zostalibyśmy tam choć o jeden dzień dłużej.

 

12:46, cien_wiatru_ona , chwile jak motyle
Link Komentarze (4) »
piątek, 16 lutego 2018
Zameldowanie

Chwilowo górale spod samiuśkich Tater ;-) 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 251
| < Kwiecień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30            
Zakładki:
* a "radością tworzenia upleść welon szczęścia własnych prawd ... przestrzeń tajemną"
*przez otwarte okno zaglądam:
*zamknięte lub przymknięte okna
*zdjęcia oraz teksty zamieszczone na blogu są własnością jego autorki. Bez jej zgody zabrania się ich kopiowania i rozpowszechnienia.